|
|
Pilny w nauce Rozmowa z Adamem Małyszem,
Spała, 2001 |
|
XRP: Adamie, ostatnie twoje sezony okazały się wspaniałymi, tak dalece, że nawet elokwent-nym dziennikarzom i sprawozd-awcom sportowym brakowało słów pochwał i zachwytu. To fachowcy, ale identycznie rea-gowała cała Polska. Prawie codziennie na tytułowych stro-nach największych gazet twoje zdjęcie i ogromnymi czcionkami triumfalistyczne tytuły. Serwisy informacyjne w telewizji rozpo-czynały się tradycyjnie od słów: Adam Małysz tam a tam zajął pierwsze miejsce, przeskoczył rywali itd. Spotkała Cię popularność, chyba trudna do wyobrażenia. Jaki masz pomysł na dalsze życie? AM: Chcę żyć normalnie, mam żonę, córeczkę, rodziców, siostrę, babcię... Oczywiście skakanie w zasadzie jest sportem ekstremalnym. Każdy skok jest związany z jakimś ryzykiem. Już tylko ta sprawa powoduje, że życie jest trochę inne. Obok stresu z tego powodu, mam stres spowodowany kolosalną popularnością. Wszyscy chcą mieć ze mną zdjęcie, autograf, najlepiej z de-dykacją. Zadawane pytania, najczęściej wciąż te same są też prawdziwą męczarnią. Ale żyć trzeba normalnie, na ile się tylko da. XRP: Właściwie odnosi się wrażenie, że masz samych przyjaciół. Nie wyobrażam sobie kibica, który źle by ci życzył, a że tej zimy kibicami byli chyba wszyscy Polacy, to... Ciepło mówisz o trenerach, najpierw o wuju Szturcu, teraz o Tajnerze. Czuje się wielki szacunek, gdy mówisz o psycho-logu, doktorze i innych szkoleniowcach. Chwalisz wszystkich kolegów z dru-żyny, nawet groźnych zagranicznych rywali. Ludzie zastanawiają, się, czy to możliwe. Czy to jest szczere? Z powodzeniem uskuteczniasz ideał młodego, wielkiego i jednocześnie skromnego człowieka. Czy spodziewałeś się tego, czy też może jesteś tym zaskoczony? AM: Póki nie skakałem miałem przyjaciół w szkole, wśród sąsiadów. Nigdy nie było z tym źle. Potem zaczęła się ostra rywalizacja sportowa, wtedy było trudniej, bo sami opiekunowie często podjudzają swych zawodników. Osobiście tego nie przeżyłem w swoim klubie, ale wiem, że bywa z tym różnie i co najgorsze, czy się tego chce, czy nie, taka postawa promieniuje na resztę zawodników. Ale nie chcę mówić o szczegółach. To już stara historia. U nas teraz w klubie i całej reprezentacji na szczęście tego nie ma. Nasza ekipa, choć "mieszana", bo beskidzko-zakopiańska, jest super. A najwięksi rywale? Przecież to tylko sport, czyli coś nie do końca obiektywnego, wystarczy gorszy dzień, podmuch wiatru nie z tej strony, chwila dekoncentracji i miesiące pracy mogą pójść na marne. Uważam, że my, skoczkowie musimy mięć do siebie szacunek i siebie szanować. Mam na myśli taką sportową, "dobrze ułożoną rodzinę", w której wzajemnie sobie pomagamy, współczujemy, gratulujemy i cieszymy. Choć wielu mnie może teraz nie zrozumie, uważam, że to jest możliwe, nawet tego doświadczyłem! XRP: Adamie, dobrze znasz hasło Luterańskiej Organizacji Sportowej w Rzeczypospolitej Polskiej, popularnego LOS-u: pilny w nauce, sprawny w sporcie, szczery w wierze. O Twojej sprawności wiemy prawie wszystko. Było ostatniej zimy kilka mądrych programów telewizyjnych, gdzie tłumaczono laikom "fenomen Małysza", nie pamiętam dokładnie: fantastyczna dynamika, rewelacyjna gibkość, maksymalna koncentracja na rozbiegu, niespotykany refleks na progu skoczni, wzorowa sylwetka w locie, wyjątkowy stosunek wzrostu, wagi, masy mięśni. Po prostu jesteś najlepszy. AM: Powiedziałbym: aktualnie najlepszy. XRP: Tak, oczywiście! O Twojej wierze też można było sporo usłyszeć i po-czytać. Raptem okazał się najpopularniejszym Ewangelikiem w naszym kraju. Po raz kolejny sport przyniósł naszemu Kościołowi niezamierzoną, choć miłą i potrzebną, reklamę. Szczęśliwie nigdy nie brakowało w Polsce wybitnych i szalenie popularnych ewangelików. By nie sięgać daleko wstecz wymienię: Józef Piłsudski, Władysław Anders, Stefan Żeromski, Jan Szczepański, Andrzej Szczypiorski, Henryk Tomaszewski, premier Jerzy Buzek, i albo ostatnio laureat literackiej NIKE Jerzy Pilch. Ale dopiero ADAM MAŁYSZ poraził naród polski i dał wielu do myślenia, co takiego jest np. w lute-ranizmie? My wiemy i chwała Bogu! Wiadomo, że jesteś człowiekiem wierzącym, ale nie na pokaz, lecz szczerze i głęboko. Dziękujesz Panu Bogu za wszystko? AM: Bo trzeba dziękować. Zawsze bardziej dziękować, aniżeli prosić, albo jak się u mnie mówi: wychciewać, tak jak lepiej jest dawać niż brać. XRP: W Twoich wypowiedziach czuje się luterańską dobrą znajomość Biblii. To wspaniale! Ale mnie teraz interesuje pierwszy człon hasła LOS-u: pilny w nauce. Gdy od końca grudnia do marca patrzyliśmy na Twoje latanie, słuchaliśmy naukowców i trenerów, że wszystkie elementy robisz idealnie, to mam pytanie: jak długo się tego wszystkiego uczyłeś? Pytanie to zadają jako duszpasterz młodych luterańskich sportowców w naszym kraju. AM: Ja się dalej uczę, to nie jest tak, że się wszystko wie i umie. Wiele spraw muszę jeszcze opanować albo poprawić. Wcale nie jestem doskonały. Ciągła nauka, stałe doskonalenie - to obowiązek. Gdybym przestał tak myśleć, to po mnie! W moim życiu szkoła była kiedyś, teraz moja nauka to skoki narciarskie. Ktoś inny uczy się w liceum, albo studiuje, a ja teraz muszę się skoncentrować na tej szczególnej nauce, na każdym treningu, na każdej fachowej naradzie, na zgrupowaniu. Kiedyś się to oczywiście zmieni i będzie czas na jakąś kontynuację mojej szkolnej edukacji. Teraz to doprawdy niemożliwe. XRP: Panie trenerze, zatem ponowię pytanie o naukę Adasia, ale skieruję to pytanie do wybitnego szkoleniowca: skoro sam Adam przyznaje, że dalej się uczy, to czy jest pilnym uczniem? AT: Bez wątpienia tak. Nie tylko pilnym, ale i pojętnym. Jest szalenie zdyscyplinowany. Jeśli mówię, że mamy wspaniałego, w pełni dojrzałego zawodnika największego światowego formatu, to mówię prawdę. Przy czym może się wydawać, że ktoś taki nie potrzebuje już nauki. Adam tak nie uwaza, i cate szczescie. Mozemy caty proces przygotowań do sezonu prowadzić bez najmniejszych wewnętrznych oporów. A na efekty nie trzeba będzie długo czekać. XRP: Adamie,
na koniec raz jeszcze przyjmij gorące podziękowania za ogromną, pozytywną
i skuteczną duchową, terapię Narodu Polskiego. Twoich sukcesów wszyscy
potrzebujemy. Swoją, skromnością, nadal pozwalaj nam na ich osobiste
i narodowe przywłaszczanie. Pamiętaj także o twoich oddanych przyjaciołach,
członkach naszej Luterańskiej Organizacji Sportowej, o młodych sportowcach
ewangelickich olimpiad, letnich i zimo-wych, zasłuchanych w twoje
słowa, wpatrzonych w ciebie. Jesteśmy wyrozumiali i doskonale wiemy,
że przynajmniej teraz niemożliwe jest to, co wspominamy, gdy grałeś
w piłkę nożną z kolegami Parafii Wisły Głębce na Olimpiadzie w Gliwicach'97,
albo gdy niosłeś flagę, olimpijską na Olimpiadzie w Skoczowie'96.
|
|
|
rozmowy,
wywiady, wspomnienia...
|