rozmowy, wywiady, wspomnienia...

zamknij okno

 

 

 

Wiara w Boga dodaje mi sił

rozmowa z Adamem Małyszem
przeprowadzona w Wiśle 15 stycznia 2001 roku.

 

   Adam Małysz - bez wątpienia rewelacyjny skoczek narciarski, który w tym sezonie stanowi klasę samą w sobie. Jako pierwszy Polak wygrał Turniej Czterech Skoczni. Po zwycięstwach w Harrachowie, a ostatnio w Salt Lake City jako pierwszy Polak wyszedł na czoło w Pucharze Świata. Prywatnie: bardzo skromny i zarazem sympatyczny młody człowiek. Mieszka w Wiśle, gdzie był ochrzczony i konfirmowany. Po podziale Parafii wiślańskiej należy do Parafii Ewangelickiej w Wiśle-Głębcach.
W 1997 roku zawarł związek małżeński z Izabelą. Mają jedną córeczkę - Karolinę. W przeddzień wyjazdu do USA (15.01.2001 r.) znalazł chwilkę czasu, aby podzielić się kilkoma spostrzeżeniami z Czytelnikami Gazety Ewangelickiej.

   Od dwóch tygodni jest Pan niewątpliwie postacią nr 1 w polskim sporcie i mediach. Rewelacyjne wyniki i zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni oraz w Harrachowie nie pozostawiają cienia wątpliwości. Jak czuje się Pan jako mistrz, zwycięzca i ulubieniec kibiców?

   Na pewno bardzo się cieszę z takich wyników. Być zwycięzcą to wspaniałe uczucie, ale trzeba wiedzieć i to, że sukces ma również swoje ciemne strony. Miedzy innymi związane jest to choćby z tym, że mnóstwo ludzi chciałoby dostać autografy, a nawet zdjęcia. Wiadomo, że nie z każdym mogę porozmawiać. Nie jestem też w stanie każdemu dać zdjęcie albo chociaż do niego pozować. To samo jest z autografami. Na pewno jest to czasami bardzo uciążliwe, ale staram się jak mogę, aby choć trochę wyjść naprzeciw oczekiwaniom kibiców.

   Zyskał Pan sobie poważanie nie tylko za wspaniałe skoki, ale również za skromność oraz za apele do kibiców o pozytywny doping dla wszystkich zawodników - nawet dla najgroźniejszych rywali. Czy sądzi Pan, że sami sportowcy mogą mieć wpływ na pohamowanie agresji towarzyszącej zawodom czy meczom?

Rok 1991. Czy Adam marzyl juz o Pucharze Swiata?   Sportowcy tak do końca nie mają decydującego wpływu na kibiców, choć z pewnością, mogą coś w tym kierunku uczynić. Jestem przekonany, że większość kibiców przychodzi po to, aby oglądać zawody czy mecze, które są wspaniałymi widowiskami - nieraz na światowym poziomie. Ale są również i tacy, którzy przychodzą tylko dla draki, traktując imprezy sportowe jak kolejną okazję do rozróby albo aby dać upust swojej agresji. Na zawodach w Harrachowie również znalazła się spora grupa pseudokibiców. Nie wiem, czy wygwizdywanie innych zawodników było spowodowane tym, że byli pod wpływem alkoholu, czy też tylko źle wychowani. Jestem jednak pewien, że wygwizdywanym zawodnikom było przykro. Skoki narciarskie to nie mecze piłki nożnej, na których czasami dochodzi do najdziwniejszych zachowań. Skoczkowie stanowią na zawodach jedną wielką rodzinę - stąd dobrze jest kibicować wszystkim startującym zawodnikom.

   W mediach dużo mówi się o Pana talencie, pracowitości oraz o doskonałym przygotowaniu, na który wpływ miała również praca trenera, fizjologa i psychologa. Jaką rolę w tym wszystkim odegrał dom rodzinny, rodzice, a obecnie żona?

Po jednym z wczesniejszych zwyciestw.   Na pewno jestem bardzo wdzięczny rodzicom oraz babci. To czasami im bardziej niż mi zalezało na tym, abym chodził na treningi. Mając naście lat przechodziłem trudne chwile, kiedy to chciałem skończyć ze sportem, ze skokami. Szczególnie trudno było wtedy, gdy widziałem kolegów grających w piłkę, a ja musiałem chodzić na treningi. Oczywiście teraz stosunkowo łatwo się to wspomina, ale nieraz było mi ciężko. W takich trudnych sytuacjach rodzice i babcia namawiali mnie, a czasami wręcz nakazywali, abym pomimo wszystko kontynuował uprawianie tej dyscypliny sportu. Teraz jestem im za to bardzo wdzięczny. Po zawarciu związku małżeńskiego podobną rolę odgrywała i nadal odgrywa moja żona. Kiedy po kilku sukcesach miałem spadek formy, ona dodawała mi otuchy, wspierała mnie. Jestem jej za to bardzo wdzięczny, że szczególnie wtedy, gdy nie szło mi najlepiej, zawsze powtarzała, że nie powinienem się załamywać, że jestem dobrym zawodnikiem i na pewno wrócę do doskonałej formy. Patrząc na moje osiągnięcia z jeszcze innej strony, muszę wyznać, że przede wszystkim słowa podziękowania należą, się Panu Bogu. Jestem przekonany, że właśnie wiara w Boga niejednokrotnie dodawała mi sił i pozwalała pokonywać trudności. Ze względu na ciągłe treningi i zawody nie zawsze mogę być na nabożeństwach. Ciągłe wyjazdy nie przeszkadzają mi jednak w tym, aby mieć społeczność z Bogiem w modlitwie, by nie tylko prosić Go o pomoc i opiekę, ale przede wszystkim dziękować Mu za to, co mam: za talent, za wyniki, za najbliższych... Za to jestem Panu Bogu wdzięczny.

   Jakie ma Pan najbliższe plany? Wiem, że jutro jest wyjazd do USA, a później?

   Ze Stanów lecimy prosto do Japonii. Później wreszcie wracamy do Polski. Jeszcze nie wiem, na jakich skoczniach odbędzie się przygotowanie do Mistrzostw Świata, które odbędą się w Lahti (Finlandia). Mistrzostwa są najważniejszymi zawodami w tym sezonie.

   Maturzystom życzy się "połamania pióra", żeglarzom "stopy wody pod kilem", a czego najlepiej życzyć skoczkowi przed kolejnymi zawodami?

0.01.2001 r. Izabela i Adam zostali rodzicami chcrzesnymi.   Chyba wspaniałych lotów, jak najdalszych skoków i - tradycyjnie - połamania nart.

   Dziękując zatem za rozmowę, życzymy wspaniałych, dalekich i bezpiecznych lotów oraz kolejnych sukcesów. Niech nasz Bóg będzie z Panem zawsze i wszędzie.

rozmawiał ks. Alfred Borski

publikacja: "Gazeta Ewangelicka", nr 2 (34) luty 2001 rok

 
rozmowy, wywiady, wspomnienia...