rozmowy, wywiady, wspomnienia...

zamknij okno

 

 

 

0 Adamie Małyszu po naszemu

Zapoczątkowana końcem 2000 roku ostatnia seria wspaniałych, spektakularnych sukcesów mistrza skoków, albo jak kto woli lotów narciarskich - Adama Małysza przysparza nieprawdopodobnej radości chyba wszystkim Polakom, a nam dodatkowo dumy, bo to przecież współwyznawca, członek Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, w dodatku od maja 1996 roku członek LOSwRP. Chętnie mówimy o tym biograficznym szczególe Adama, tym bardziej, że inni jakoś tego faktu nie chcą zauważyć a przecież wielu dobrze zorientowanych dziennikarzy trafnie zauważa, że jego cechy charakteru są pochodną ewangelickiego wychowania. Oczywiście nie jest to zasługą Kościoła, ani LOS-u, że z małego odważnego chłopca wyrósł światowego formatu arcymistrz sportowy. My możemy się tylko cieszyć, że jest jednym z nas, że wyrósł w atmosferze gdzie zmarnowanie "talentów" uważane jest za poważny grzech, a biblijne "obracanie talentami" jest nakazem i zarazem przywilejem od Boga. Możemy także nosić go w modlitwach przyczynnych i dziękczynnych, broń Boże nie wymagając czegoś szalonego: by już zawsze wygrywał.


Lubię latać na nartach

- rozmowa z Adamem Małyszem mistrzem w skokach narciarskich
przeprowadzona w Wiśle, 29 stycznia 1997 roku.

 

   Jesteś najlepszym polskim skoczkiem narciarskim. Co czuje 19-letni zawodnik, gdy czasami mówi się o nim, nie Adam z Kopydła, ani Adam z Wisły, lecz Adam - najlepszy z Polski albo najlepszy z Europy, bo dla mówiących te słowa Wisła, a nawet Polska, to zbyt szczegółowe odniesienia?

   Bywam w sytuacjach, gdy o Polsce wie się bardzo mało i wtedy rzeczywiście jestem Adamem z Europy. Można wpaść w zarozumiałość, ale myślę, że mi to nie grozi. Ja pamiętam, że jestem z Polski, z Wisły, z Kopydła i tyle! Zresztą nie zamierzam kiedykolwiek się przeprowadzać, dla mnie najpiękniej jest na Śląsku Cieszyńskim, najlepiej w Wiśle...

   To się nazywa patriotyzm lokalny. Jesteś członkiem Luterańskiej Organizacji Sportowej w RP, ale jak na razie widzieliśmy cię tyko podczas letniej olimpiady w Skoczowie, w zeszłym roku.

   Tak było. Jestem strasznie zajęty, mam wypełniony czas: starty, treningi, zgrupowania, podróże. Latem jestem mniej zajęty. Zimą spotkać mnie w domu to prawie cud!

   No właśnie, podobno bywasz w domu w sumie nie dłużej niż trzy tygodnie, przez cały sezon zimowy, a gdy przeprowadzaliśmy III Zimową Olimpiadę Młodzieży Ewangelickiej w twojej rodzinnej Wiśle, ty skakałeś i wygrywałeś turnieje w Japonii.

Jan Małysz   Dokładnie tydzień przed zimową olimpiadą ewangelicką wygrałem w Sapporo. Drugie zwycięstwo uzyskałem w czasie jej trwania, w niedzielę 26 stycznia na dużej, olimpijskiej skoczni w Nagano, a dokładniej w Hakubie.

   Wtedy na starcie slalomu giganta w Malince stanął twój ojciec, Jan Małysz. Przejechał trudną trasę "Zielonego" w dobrym stylu, mimo swego wieku - 44 lat. Co możesz powiedzieć o rodzinnych tradycjach sportowych?

   Wiem, że na nartach dobrze jeździł i skakał mój dziadek, Andrzej Szturc. Wujek Janek Szturc był bardzo dobrym reprezentantem Polski w kombinacji norweskiej. Tata skakał, biegał i zjeżdżał, starsza siostra Iwona Pilch bardzo dobrze biegała, Alicja Brudny także, podobnie jak kuzynka - Asia Małysz.

 

   Zresztą to swemu wujowi, a zarazem pierwszemu trenerowi zawdzięczasz bardzo wiele.

Jan Szturc   Dokładnie tak! Mój wujek, Jan Szturc, trenował mnie w klubie KS "Wisła" w kombinacji norweskiej, ale szybko zauważył, że jestem zbyt dobry w skokach, zbyt słaby w bieganiu, by dalej to kontynuować. Ukierunkował mnie na skoki i to było to! Teraz nie tracę sił na trudne dla mnie bieganie. Skaczę, skaczę i to mi odpowiada.

   Ważysz chyba niewiele?

   Ważę 55 kg, co przy 169 cm wzrostu jest konieczne do utrzymania, by mieć osiągnięcia. Bardzo lubię latać na nartach i chciałbym robić to jak najdłużej.

   Proszę, powiedz jak to jest na samym początku, z pierwszym treningowym skokiem. Kiedyś przecież musi być ten pierwszy lot w nieznane?

   Rozpoczyna się od małych skoczni i potem stopniowo do tych największych. Strach zawsze jest, choć doświadczenie i duża ilość wykonanych skoków bardzo pomagają w pokonywaniu strachu.

   Myślę, że my ludzie z nizin, nie potrafimy sobie nawet wyobrazić, co to znaczy skakać na dwóch śliskich "deskach" po śliskim śniegu! Nie znamy tego ogromnego, niebywałego obciążenia fizycznego towarzyszącego treningom. Ta dyscyplina wymaga nie tylko odwagi, ale także ogromnego nakładu pracy.

   Treningi są bardzo trudne, jeśli się chce mieć wyniki i traktuje całą sprawę poważnie. Miałem ostatnio spore kłopoty z przeciążeniem mięsni nóg. W porę wyleczył mnie wspaniały doktor Jerzy Podżorski ze Szpitala Reumatologicznego w Ustroniu.

   Jesteś na szczycie skoczni, siedzisz na tym drążku - ławeczce, czekasz na sygnał, za chwile pomkniesz z ogromną szybkością po rozbiegu, potem bardzo ważne wybicie z progu i lot. Co czujesz tuz przed startem?

deklaracja członkowska    Modlę się, myślę o Bogu, proszę, by miał mnie w opiece. Zresztą wszyscy koledzy z reprezentacji robią to samo. Jestem jedynym ewangelikiem stąd było dużo pytań, czym się różnimy, a co mamy wspólnego. Dla mnie pewne formy pobożności też były zupełnie nowe.
Wychowałem się w ewangelickiej Wiśle i mało co wiedziałem o katolickim żegnaniu się, zmawianiu różańca... Pamiętam, jaki to był szok gdy po raz pierwszy z nimi wygrałem i zdziwienie, ze Bóg stanął po stronie ewangelika, czy to możliwe!

   Do kadry reprezentacji narodowej trafiłeś bardzo wcześnie. Miałeś chyba 16 lat. Jak wspominasz te doświadczenia?

   Pamiętam, to było trudne. Ta ogromna presja otoczenia, oczekiwania i lęk, by nie zawieść trenerów, rodziny. Dopiero po pewnym czasie stałem się znowu normalny.

   Jaka jest twoja recepta na sukces? Pytam w imieniu młodych ewangelików, twoich wiernych kibiców, potencjalnych skoczków, narciarzy i nie tylko...

   Przede wszystkim nie bać się, nie bać się samego strachu i nie bać się słabszego wyniku. Nie wolno za dużo chcieć, bo wtedy nie wychodzi. Nie na siłę! Oczywiście, gdy skaczę wyluzowany, to wtedy wygrywam. Nie można być też niewolnikiem sukcesu, sukces ponad wszystkim i przede wszystkim. Jest ważny, ale nie najważniejszy! Poza tym uważam, że np. palenie to czysta głupota i strasznie smutne uzależnienie. Trzeba porządnie żyć. Nie rozumiem, nie uznaję tzw. "imprezowania".

   Na przełomie kwietnia i maja odbędzie się kolejna, IX Letnia Olimpiada Młodzieży Ewangelickiej tym razem w Gliwicach. Może uda ci się wystartować w reprezentacji swojej parafii - Wisły-Głębce?

   Jeszcze cztery lata temu grałem w klubie, jako napastnik w reprezentacji piłki nożnej, ale od tej pory nie mam czasu. Jeśli będę wtedy w kraju chętnie pokibicuję swoim.

   Życzę dalszych sukcesów w Pucharze Świata i za rok w Olimpiadzie Zimowej w Nagano oraz byś mógł być przykładnym sportowcem dbającym o duszę i ciało.

rozmawiał ks. Roman Pawlas

pierwsze publikacje: "Zwiastun" - dwutygodnik ewangelicki, nr 5 z 9.03.97
oficjalny Informator IX LOME, Gliwice 1997

 
rozmowy, wywiady, wspomnienia...