|
|
Rozmowa z niestrudzonym biegaczem Janem Cichym |
|
Od tutejszych wiślańskich biegaczy dowiedziałem się, że jest Pan z Katowic, a mimo to, gdy tylko spadnie śnieg, od razu widać Pana na biegowych trasach Beskidów. Wszystko się zgadza, przepadam za ruchem, szczególnie za bieganiem na nartach. To moja pasja, która mnie zajmuje już od pół wieku. To chyba niemożliwe! Możliwe. Mam 60 lat, a na nartach biegam od 1951 roku, czyli w tym roku przypada jubileusz. Zacząłem pod namową starszych braci, Władysława i Rudolfa. Wystartowałem wtedy w mistrzostwach powiatu cieszyńskiego, byłem najmłodszym uczestnikiem tamtej imprezy. Pamiętam, że już wtedy miałem prawdziwe drewniane biegówki z zapięciami na skórzane paski. Była to wiec szkoła podstawowa? Jestem Wiślaninem, mieszkałem w Wiśle i od dziesiątego roku mocno biegałem. Mam wrażenie, że sport szkolny był czymś bardzo ważnym. Wspaniałe imprezy, jak igrzyska harcerskie, zawody na szczeblu powiatowym i wojewódzkim. W 1952 roku dostałem od klubu wiślańskiego najnowocześniejszy sprzęt narciarski, cenny i drogi. Dbałem o niego jak o piękny, bezcenny samochód. Zresztą przez następnych osiem lat byłem mistrzem w biegach narciarskich. Młody chłopak to zapewne duża fantazja i ogromna chęć dorównania najlepszym.
Rozumiem, że studia nie stanowiły najmniejszego problemu dla kogoś takiego, jak Pan? Pracowałem i studiowałem na Politechnice Śląskiej i AGH w Krakowie. Wtedy to zapoczątkowano rywalizację w masowych imprezach narciarstwa biegowego. Oczywiście byłem na startach od samego początku. Nie raz ścigałem się z Janem Raszką, Jurkiem Chromikiem. Były to przeważnie biegi na dystansach od 3 do 5 kilometrów. Dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych, za sprawą organizowanych "Biegów Piastów", "Biegów Gwarków" i w latach osiemdziesiątych "Biegu Ondraszka" rozpoczęła się dla mnie prawdziwa wielka przygoda z amatorskimi biegami na długich dystansach. Długie dystanse, to znaczy? Od dwudziestu do pięćdziesięciu kilometrów. W ostatnich dwudziestu latach "zaliczyłem" około 25 długodystansowych biegów narciarskich, w tym 8 maratonów "Biegu Piastów". Pięćdziesiąt kilometrów, to właściwie nie mieści się w głowie, to daleko nawet jak na samochód. Takie dystanse kojarzą_ się z wielkim wyczynem, ogromnymi nagrodami, młodym wiekiem itd.. Maratony wśród amatorów? Tak, to dopiero jest frajda! Niezapomniane chwile i nieważne, czy ukończyłem taki bieg w czasie dwóch godzin i pięćdziesięciu pięciu minut, czy w pięć godzin. Każdy maraton jest czymś niezapomnianym. Słucham Pana z podziwem i zastanawiam się, skąd się to bierze?
Co Pan czuje, jako człowiek wierzący? Napewno, że życie jest piękne, cenne, że Bóg jest blisko nas, że pomaga... Pozazdrościć sylwetki, kondycji, energii... Nie zazdrościć, lecz naśladować. Chcę tutaj zaapelować do naszej ewangelickiej młodzieży: uprawiajcie sport. Telewizor, komputer skutecznie może odciągać od Kościoła, nigdy sport, chyba że tylko oglądany na telewizyjnych kanałach! Ale to już smutna choroba z której mozna się wyleczyć wychodząc z domu i z nartami na nogach! Jakie ma Pan sportowe plany? Oczywiście start w tegorocznej olimpiadzie! Serdecznie dziękuję za rozmowę gratulując jubileuszu, który budzi szacunek i przemawia.
|
|
|
rozmowy,
wywiady, wspomnienia...
|