rozmowy, wywiady, wspomnienia...

zamknij okno

 

Rozmowa z ks. Jerzym Samcem

W twojej osobie zawiera się bardzo pozytywne zaangażowanie młodzieżowe i sportowe, od wielu lat jesteś duszpasterzem młodzieżowym, w 1997 byłeś gospodarzem IX letniej Olimpiady. Obecnie gościsz jedenastą. Czy to połączenie jest dla Ciebie czymś normalnym, czy też wyjątkowym?

Uważam, że każdy powinien być sobą, nie silić się na pozy. Czasami spotykam ludzi, którzy mają jakieś wyobrażenie, które próbują realizować, np.: Człowiek, który nie posiada poczucia humoru uważa, że prowadząc zajęcia powinien tryskać dowcipami. Efekt zazwyczaj jest opłakany. Odpowiadając na pytanie, powiem: dla mnie połączenie aktywności młodzieżowej i sportu jest czymś normalnym. Nie znaczy to, ze musi być normalnym dla wszystkich. Znam ludzi, których sport nie interesuje, ale za to posiadają niezwykłe zacięcie twórcze i jestem przekonany, że świetnie potrafią zapalić młodzież do tworzenia.
Do dzisiaj wspominam z wielkim zdumieniem jeden z obozów w Sorkwitach, na którym Adam Świderski (dyrygent chóru z Łodzi) zaproponował młodzieży próby. Przez dwa tygodnie połowa uczestników obozu wytrwale ćwiczyła, dając później przepiękny koncert. Do tego wydarzenia, byłem przekonany, że "współczesna" młodzież nie lubi śpiewać chóralnych pieśni. Na tym obozie poświęcali czas wypoczynku i na dodatek świetnie się bawili.
Organizując Olimpiady spotkałem wielu zaangażowanych wychowawców młodzieży, wszyscy oni podkreślali wielkie znaczenie sportu w wychowywaniu młodego pokolenia. Oczywiście ktoś może zadać pytanie: Czy Kościół powinien angażować się w organizowanie imprez sportowych? Dla mnie tak samo oczywistym jest to, ze głównym zadaniem Kościoła jest głoszenie Ewangelii jak i to, że Ewangelia musi mieć wpływ na każdy obszar mojego życia. Uprawianie sportu może dawać doskonałą okazje do głoszenia Ewangelii. Pytanie jak to robić? - to już inne zagadnienie.

Organizowanie Olimpiady Letniej to ogromny trud; odpowiedzialność. Co zdecydowało, że zaprosiłeś naszą młodzież do Zabrza?

Nie ukrywam, że trud organizowania Olimpiady jest niezwykły. Po Olimpiadzie w Gliwicach długo odczuwałem zmęczenie. Mówiłem wtedy, że kolejny raz mogę podjąć się tej pracy za dziesięć lat. Rok później zaproponowałem Zabrze na miejsce święta sportu młodzieży. Na tą decyzję miały wpływ dwa czynniki. Pierwszym była tragiczna śmierć Ks. Radcy Andrzeja Hauptmana. Gdy w roku 1989, po mojej ordynacji zostałem skierowany do Zabrza, ks. Andrzej stal się moim nauczycielem. Był niezwykłym duszpasterzem. Nie ograniczał się w swej działalności tylko do sfer kościelnych. Właściwie słowo "działalność" jest złym słowem, On po prostu w naturalny sposób "był". "Był" w Kościele, "był" w sporcie, "był" w mieście, "był" w służbie zdrowia. "Był" wszędzie, będąc jednocześnie duszpasterzem. Wszyscy jego obecność traktowali jako coś zupełnie oczywistego i naturalnego. Dlatego pomyślałem, że najlepiej wspomnieć Go przez coś "naturalnego". Zawsze był zaangażowany w pracę z młodzieżą i sport. To połączenie wydaje się takie "naturalne" i oczywiste.
Drugim czynnikiem było to, że, z tego co mi wiadomo, nikt inny nie dał propozycji zorganizowania w tym roku Olimpiady. Szkoda gasić zapał tylu młodych ludzi, zwłaszcza, że na kolejne lata zgłosili się chętni do organizowania Olimpiad.

Masz już duże doświadczenie w ruchu sportowym wśród naszej młodzieży. Jakie masz refleksje na temat tej aktywności?

Obserwując ludzi spostrzegam, już dawno opisaną, prawidłowość. Każdy okres życia człowieka ma pewne prawa. Okres młodości charakteryzuje się wielką aktywnością, także ruchową. Młodzież kocha dyskoteki, sport, wycieczki. Dlatego, jeżeli chcemy pracować z młodymi musimy zaoferować im to, co jest dla nich naturalne. Oczywiście, absolutnie nie twierdzę, że wszystko, co robi młodzież jest dobre i godne poparcia. Uważam jednak, że sport może być dobrym nośnikiem w przekazywaniu wzorców postępowania. W parafii staramy się pobudzić ludzi do osobistego odnajdywania Zbawiciela. Ważnym jest, by robić to w społeczności, Kościele. Młodzież musi chcieć przychodzić na nabożeństwa, spotkania młodzieżowe. Będzie chciała to robić wtedy, gdy będzie spotykała przyjaciół, gdy będzie się dobrze czuła w swojej obecności. Sport służy zatem do budowania przyjaźni i staje się naturalną, przypisaną temu okresowi rozwoju osoby, płaszczyzną bycia. Płaszczyzną, na której można budować przyjaźń, przekazywać wzory zachowań, i wreszcie wskazywać na "Źródło Życia" na Pana Jezusa.

Rozmowa przeprowadzona 4.04.1999 r.
przez ks. Romana Pawlasa

 
rozmowy, wywiady, wspomnienia...