rozmowy, wywiady, wspomnienia...

zamknij okno

 

Rozmowa z Justyną Holeksa

 

   Ostatnio dzieje się bardzo wiele w Twoim życiu, przeżywasz ważne fakty. Za niedługo będziesz uczennicą Cliffton College w Bristolu. Skąd pomysł tak oryginalnego zdobywania wiedzy?

   Czytam "Filipinkę" i drugą bardzo fajną gazetę "Cogito". To tam wyczytałam o Szkołach Zjednoczonego Świata i stypendiach w brytyjskich szkołach publicznych. Po raz pierwszy zetknęłam się z tą informacją, gdy chodziłam do 8 klasy Szkoły Podstawowej w Ustroniu. Potem raz jeszcze, jesienią, gdy byłam w pierwszej klasie "Kopernika" (Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika w Cieszynie). Wymaganą średnią 4,5 z ocen na koniec pierwszej klasy liceum udało mi się przekroczyć. Potem już pozostało tylko wypełnianie ankiet, podań zbieranie dokumentów do tzw. aplikacji, potwierdzających moje zainteresowania i osiągnięcia pozaszkolne.

   Z tym chyba tez nie miałaś większych problemów!

   Raczej nie! Skserowałam swoje dyplomy z zawodów sportowych, także naszych Olimpiad Sportowych, wszystkie z podpisami Księdza. Uzbierało się tego sporo. No właśnie, masz wiele sukcesów, np. teraz ostatnio w Gliwicach, aż sześć medali, w tym trzy (w biegu na 800m; pływaniu stylem klasycznym na 50m: koszykówce), do tego srebro w skoku w dal i piłce ręcznej oraz brąz w biegu na 100m. Moje zaangażowanie sportowe to wynik wychowania i bezpośredni przykład w domu. Od maleńkości dziadek i tata zabierali nas - brata Olka i mnie - często na narty, na wycieczki rowerowe, na wędrówki górskie. Zachęcali nas do odpoczywania od nauki w ruchu. Dlatego myślę, że mamy to już "we krwi". Brat studiuje na AWF-ie w Katowicach.

   To bardzo miłe słowa, które teraz wypowiedziałaś. Wystarczająco dużo mamy młodych, małych inwalidów, którzy już nie są w stanie przebiec krótkiego dystansu, albo odbić piłkę na boisku, bo komputer, video i żywienie typu McDonalda - preferują coś zgoła innego. Nieszczęściem jest powszechne przejmowanie stereotypów, gdzie wykluczają się wzajemnie: sport i nauka. Inaczej mówiąc - oczywistym jest, że młody wysportowany człowiek musi mieć problemy w nauce, a celujący uczeń najlepiej, gdyby miał bezterminowe zwolnienie z tzw. "W-fu". Mówi się, że przyczyną jest tutaj przede wszystkim brak czasu.

   Myślę, że jest w tym trochę prawdy, ale od tego mamy głowę - żeby myśleć. Osobiście przeżywałam taki brak czasu niedawno. Trenowałam bieganie w KS "Piast" w Cieszynie, czasami nawet pięć razy w tygodniu. W mistrzostwach makroregionu w biegach przełajowych zdobyłam miejsce, które pozwoliło mi zakwalifikować się do Mistrzostw Polski Juniorów, wiosną tego roku w Skierniewicach. Od "podstawówki" trenuję koszykówkę, obecnie w LKS "Cieszynianka", do tego zimą chętnie biegam na nartach, itd. Zabiera to sporo czasu, ale warto. Zupełnie inaczej "wchodzi" potem nauka do głowy, gdy ciało jest sprawne i umysł dotleniony. Poza tym trzeba trzymać równowagę, nie można w czymś przesadzić. I jeszcze coś bardzo istotnego: wiem po sobie - zbyt dużo wolnego czasu zdecydowanie szkodzi, przynajmniej ludziom w moim wieku. Wbrew pozorom, gdy mam mniej czasu, zrobię więcej!

   Masz na myśli zorganizowanie dnia, planowanie czasu...

   Tak. Uważam, że można pogodzić, a nawet trzeba łączyć naukę i sport. Jedno drugiemu pomaga. Tata mi powtarza, że ktoś kto trenuje wyrabia w sobie pozytywne cechy, jak zdecydowanie, konsekwencję w działaniu, samodyscyplinę życiową.

   Powiedziałaś, że systematycznie trenujesz w klubach sportowych, stąd zresztą masz takie dobre wyniki. Zapewne wiesz o dziwnej dyskusji, która toczy się wokół naszych Olimpiad Sportowych. Niektórzy z naszego ewangelickiego środowiska, całe szczęście - osoby nie związane bezpośrednio w Luterańską Organizacją Sportową, zarzucają nam - organizatorom, że dopuszczamy do startu tzw. "zawodowców", czyli zawodników trenujących w klubach, tym samym odbierając szanse na wygranie tym słabszym "amatorom z pospolitego ruszenia". Nie zgadzamy się z tymi atakami, uważając je za wsteczne, zachowawcze awychowawcze etc. Przecież obok ruchu, aktywnego wypoczynku i sportu masowego zależy nam na coraz lepszych wynikach sportowych.

   Powiem szczerze, że dziwię się tej dyskusji. Wiele o niej słyszałam! Wydaje mi się, że rywalizacja miedzy zawodnikami sprawniejszymi a słabszymi w danej konkurencji powinna działać mobilizująco na tych drugich. Przecież pozytywne zaangażowanie np. chodzenie do klubu sportowego w szkole nie może być czymś degradującym. Czy w życiu mamy rezygnować z osiągnięć, tylko dlatego, bo słabsi będą bez szans i przegrają z lepszymi. Myślę, że o sporcie publicznie powinni mówić przede wszystkim ludzie, którzy się na tym znają i całą sprawę rozumieją, a nie osoby, które lękają się rywalizacji albo konsekwencji przegranej.

   Może kiedyś LOSwRP zorganizuje specjalną Olimpiadę Sportową tylko dla niepełnosprawnych, ale wtedy i tak, nie uciekniemy od radości zwycięstwa i goryczy przegranej. Gdzie jest sport, tam muszą być emocje i między innymi dlatego nasze olimpiady cieszą się taką frekwencją i obecnie największym sukcesem młodzieżowej pracy w naszym Kościele.

   Brałam już udział w czterech Olimpiadach: trzech ostatnich letnich i jednej zimowej, i mogę powiedzieć, że wielu rówieśników nam szczerze zazdrości (mam na myśli koleżanki nie z naszego Kościoła) takiego właśnie działania, gdzie dochodzi do fantastycznych spotkań ludzi z całej Polski i do tego chcących jak najlepiej reprezentować swoją Parafię. Świetna jest przy tym faza samych przygotowań, dobieranie reprezentantów, ogłoszenia w kościele, zapisy w kancelarii parafialnej, czasem wspólne treningi...

   Wiem już od wielu lat, że lubisz sportowy styl życia. Powiedz coś jeszcze o edukacji szkolnej, ulubionych przedmiotach.

   Język polski, angielski, biologia! Jestem humanistką, lubię bardzo czytać dobre książki, ale chyba trudno powiedzieć, bym jakieś przedmioty uwielbiała, i innych nie znosiła. 0 chęciach do nauki decydują nauczyciele. Ja trafiłam na cudownych (prof. Joanna Gawlikowska - j. polski i prof. Irena Dordowa - biologia) poza tym uważam, że jak się człowiek chce nauczyć, to się nauczy, niezależnie od szkoły, jej "poziomu" i lokalnego prestiżu.

   Ciekawie to zabrzmiało w ustach uczennicy Cliffon Colleg, gdzie chciałoby się uczyć i maturować wielu najzdolniejszych licealistów w naszym kraju.

   Rzeczywiście mam szczęście zdobywania wiedzy w takiej szkole, a potem dobre perspyktywy na studia, ale nie zapomnę też moich polskich szkół i moich nauczycieli. W Bristolu będę uczyła się głównie biologii, chemii i geografii, chciałam pomagać ludziom chorym. Na Szkółce Niedzielnej w ustrońskiej parafii, gdzie chodziłam od trzeciego roku życia, mówiło się dużo o niesieniu pomocy bliźniemu. A poza tym "Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia". (Einstein) Myślę, że to uwrażliwienie przerodziło się w mój cel życiowy. Wierzę, że będę mogła dużo zrobić dla niepełnosprawnych, by mogli żyć godnie i spokojnie być może jako lekarz.

   A może nawet, by mogli kiedyś trochę rywalizować sportowo?

   Tak, to byłoby wspaniale!

   Zatem życząc sukcesów, dziękuję za Twój osobisty przykład zgrabnego i owocnego łączenia nauki i sportu oraz zaangażowania w sprawy duchowe. Jak w Polsce, tak i na brytyjskich wyspach: Zostań z Bogiem!

rozmawiał ks. Roman Pawlas, 11.08.1997 roku
 
rozmowy, wywiady, wspomnienia...