Dwa lata temu po
raz pierwszy zobaczyliśmy w Wiśle na Zimowej Olimpiadzie dziwny sprzęt,
ani to narty, ani sanki.
No tak, to są tak zwane "fińskie sanki", ale tak naprawdę
to krajem pochodzenia tego praktycznego sprzętu jest Szwecja. Wymyślił
je jakiś kowal ponad sto sześćdziesiąt lat temu. W Finlandii jeździmy
na nim od ponad stu lat. Pierwsze byty kobiety, które mogły tym samym
ruszyć się z domu. Odwiedzić sąsiadkę! Chodziło o rzecz podstawową:
komunikacje.
No i wygodę!
Tak. Jest to do tego jeszcze sprzęt bardzo bezpieczny,
stabilny i przeznaczony praktycznie dla każdego, od dziecka po osobę
w podeszłym wieku. Gdy spadnie śnieg, a w Szwecji czy Finlandii jest
go zawsze bardzo dużo, wyciągane są "sanki fińskie" i zaczyna się jeżdżenie.
Na przykład?
Na przykład do szkoły z ciężkim tornistrem lub plecakiem,
wiezionym na krzesełku. Albo wypad do sklepu po zakupy. Często można
zobaczyć miły obrazek, gdy jedna osoba wiezie na krzesełku inna, najczęściej
dziecko lub osobę starszą, słabą, niesprawną.
Czyli musi być
śnieg i trasa w miarę płaska.
I tak, i nie! Wersja podstawowa jest na płozach i
doskonale sprawdza się na śniegu, nawet lodzie. Potem wymyślono to samo,
ale na czterech kółkach, czyli śnieg już nie był potrzebny, po prostu
jeździć można przez cały rok.
Jeśli miałbym do
czegoś przyrównać "sanki fińskie", to najpewniej do dwuśladowej hulajnogi.
Ta hulajnoga na czterech kółkach powstała w końcu
lat siedemdziesiątych, gdy wprowadzono obowiązkowe sypanie piasku na
ośnieżone chodniki i drogi.
Czy "fińskie sanki"
są takie kojarzone ze sportem?
Dzisiaj przede wszystkim turystycznie, ale istnieje
także tradycja ścigania się i zawodów sportowych. Ustalane są rożne
dystanse. Często są też wyścigi dwójek. Pięknie wyglądają wyścigi psich
zaprzęgów. Bardzo ważne zastosowanie mają też w rehabilitacji. "sanki
fińskie" zapewniają świetny ruch, równomiernie rozłożony na obie polowy
ciała, bo po pewnym czasie zmienia się nogę do odpychania.
Co jeszcze trzeba
powiedzieć?
Może to, że w Polsce można robić to samo. Nie brakuje
płaskich terenów. Może ze śniegiem jest gorzej niż w Finlandii, ale
wtedy zakłada się dodatkowe plastikowe płozy, wtedy wystarczy już minimalna
ilość śniegu. Można też dokupić urządzenie kołowe, wtedy zastosowanie
sanek wykracza poza okres zimowy, praktycznie korzysta się z nich na
okrągło. Do tego trzeba dodać, iż sanki szybko się składa na płasko,
bez problemów wchodzą na bagażnik samochodowy. Są bardzo lekkie i dostępne
w kilku wielkościach w zależności od wzrostu użytkownika. Zapomniałbym.
Jest jeszcze jedno bardzo ciekawe zastosowanie. W Finlandii, gdy są
silne mrozy, często praktykuje się skracanie drogi na przykład przez
środek jeziora. W ten sposób można zyskać więcej niż polowe dystansu.
Wędkarze, których u nas jest sporo, zabierają z sobą "fińskie sanki",
by szybciej trafić na miejsce wędkowania, potem maja od razu wygodne
krzesełko, a na koniec nie trzeba dźwigać tego co zostało złowione.
Polskie Mazury są bardzo podobne, więc możliwości zastosowania naszego
pomysłu są ogromne.
Mam nadzieję, że
zachęciliśmy przynajmniej niektórych do tej oryginalnej formy wypoczynku,
przemieszczania się lub rywalizacji sportowej. Teraz chyba trzeba podać
konkrety: gdzie można zamówić "fińskie sanki". Ile kosztują?
Oczywiście. Fiński producent ESLA ma swoje zakłady
produkcyjne w Koura., prowadzi stronę: www.esla.fi. Tam też można
znaleźć najnowsze propozycje sprzętowe i interesujące relacje z częstych
zawodów sportowych i imprez turystycznych. Praktycznie "fińskie sanki"
można kupić w Polsce, kosztują w zależności od wielkości modelu z plastikowymi
płozami już od 250 - 370 PLN, można dokupić dodatkowe urządzenie kołowe,
które kosztuje około 500 PLN. Przez kilka lat osobiście zajmowałem się
w Polsce dystrybucją sanek. Teraz chętnie mogę udzielać szczegółowych
informacji tel/fax +22 6131608, e-mail: kiljunen@xl.wp.pl .