Z
Włodzimierzem Strzyżewskim po raz pierwszy spotkałem się w roku
1988 na XX Ogólnopolskim Zjeździe Młodzieży Ewangelickiej w kościele
Świętej Trójcy w Warszawie. 0 ciekawej grze w ringo słyszałem
dużo wcześniej, nawet śpiewali o niej członkowie popularnego wówczas
zespołu "2+1". Szybko zostałem
przekonany
o wyjątkowości gry w ringo, więc przyszedł czas na współpracę,
od razu dosyć konkretną. Już od VIII Letniej Olimpiady Młodzieży
Ewangelickiej w Skoczowie w 1996 r. luterańska młodzież gra systematycznie
w ringo. Nasze olimpijskie turnieje w ringo cieszyły się od samego
początku bardzo dużym zainteresowaniem, od 1996 do 2000 roku tradycyjnie
sędziowane przez powszechnie lubianego i sympatycznego Pana Włodzimierza.
Zwycięzcami oficjalnych turniejów trójek mieszanych
kolejnych naszych olimpiad byli reprezentanci parafii (młodziczki/młodzicy
- seniorki/seniorzy): w Gliwicach '97: Goleszów - Tomaszów Maz.;
w Bielsku-Białej '98: Wisła-Malinka - Chorzów; w Zabrzu '99: Bystrzyca
(Czechy) - Tomaszów Maz.; we Wrocławiu 2000: Jastrzębie Zdrój
- Bystrzyca (Czechy) oraz ostatnio w Tomaszowie Maz. 2001:
Jaworze - Skoczów, przy czym turnieje te są międzynarodowe, bowiem
startowali w nich zawodnicy nie tylko z Polski i Czech, ale
także z Węgier, Holandii, a nawet Kenii.
Włodzimierz Strzyżewski chętnie służył doświadczeniem,
co było bezcenne np. przy zakładaniu w 1996 r. Luterańskiej Organizacji
Sportowej.
Był człowiekiem wielkiej kultury, znanym w środowisku polskiego
sportu z uporu, konsekwencji, elokwencji i życzliwości. Potrafił
umiejętnie zwracać uwagę i konstruktywnie krytykować tam, gdzie
było to niezbędne. Takiego Go pamiętam z różnych spotkań, często
ekumenicznych, w KSS RP, z kon-ferencji KFSdW, albo sympozjów
UKFiT, czy na Kongresie Sportu Polskiego w Spale. Był prawdziwym,
mądrym i szczerym ekumenistą, człowiekiem głęboko wierzącym, wieloletnim
dziennikarzem radiowym "Radia Józef" Archidiecezji Warszawskiej.
Chętnie przyjmował zaproszenia do udziału w naszych luterańskich
imprezach, letnich olimpiadach i sympozjach.
Swoją
aktywnością skutecznie wciągnął mnie przed laty w orbitę ringo,
tak że z prawdziwą przyjemnością grywam w ringo, czasami sędziuję,
będąc jego dyplomowanym sędzią, mam też zaszczyt być członkiem
Sądu Koleżeńskiego Polskiego Towarzystwa Ringo.
Wszędzie był niestrudzonym propagatorem zdrowia
i piękna, wrogiem lenistwa i głupoty. Teraz, kiedy Go już nie
ma wśród nas, chyba lepiej umiemy zrozumieć jego przesłanie. Pozostało
RINGO, sport dla każdego. Teraz o Włodku możemy przeczytać w internecie,
podręcznikach szkolnych i akademickich skryptach, w leksykonach
kultury fizycznej czy w ostatnio wydanej, opasłej "Encyklopedii
Sportów Świata", gdzie na str. 420 można m.in. znaleźć słowa:
"...Zasady gry w ringo, początkowo określanej mianem "gry w kółko"
opracował w 1959 roku Włodzimierz Strzyżewski..." i dalej, że
gra zyskuje popularność głównie "...dzięki uporowi swego twórcy
i popu-laryzatora".
Wielka szkoda, Włodku, że musiałeś odejść, ale
i tak wiele pozostało: boiska i gumowe kółka, dzieci i młodzież,
dorośli i sędziwi, ci, co zakosztowali dzięki Tobie smaku sportu
i zabawy. Pozostały Twoje słowa i Twoja wola, a to też wiele.