rozmowy, wywiady, wspomnienia...

zamknij okno

 

 

Rozmowa z

Ks. Zdzisławem Sztwiertnią

proboszczem parafii w Wiśle Jaworniku, inicjatorem zimowych olimpiad młodzieży ewangelickiej, ich głównym organizatorem.

 

   Jesteś gospodarzem kolejnej IV Zimowej Olimpiady Młodzieży Ewangelickiej. Podobnie było z trzema poprzednimi. Jakie były początki zimowych zmagań naszej młodzieży i skąd ten śmiały pomysł, skoro w żadnym innym środowisku wyznaniowym w Polsce, a mam na myśli Kościoły Rzymskokatolicki i Prawosławny, dotychczas jeszcze nie podjęto tego pięknego tematu.

   Nie mając odpowiednich warunków do przeprowadzenia letnich olimpiad (brak zaplecza, obiektów) zwróciłem uwagę na sporty zimowe. Zima to przecież piękny okres, szczególnie tu w Beskidach: śnieg, wiele wyciągów i tras narciarskich. Ponadto mamy na miejscu wiele osób, które na co dzień zajmują się narciarstwem, organizacją zawodów sportowych. To wszystko sprawiło, że rzuciłem hasło, by zorganizować na wzór letnich - zimową olimpiadę. Pomocą w tym przedsięwzięciu był nasz ośrodek młodzieżowy w Jaworniku, który na czas trwania zmagań - stał się biurem zawodów, a zarazem bazą dla zawodników. Każdego roku towarzyszy nam dodatkowy dreszczyk emocji: będzie śnieg, odbędzie się kolejna olimpiada. A na to jak wiadomo nie mamy żadnego wpływu. To także zwiększone ryzyko kontuzji.

   Były to czasy, kiedy nie było jeszcze LOS-u, tzn. Luterańskiej Organizacji Sportowej, ja zaś osobiście byłem za wprowadzeniem cyklu dwuletniego, na przemian: olimpiada letnia, potem zimowa, rok później znowu letnia i w następnym roku zimowa. Jednak zapotrzebowanie było inne.

   Kiedy w roku 1996 nie zorganizowaliśmy kolejnej olimpiady (takie były wcześniejsze ustalenia), rozległy się głosy, aby powrócić do rozgrywania zawodów każdego roku. Większość startujących traktuje tego rodzaju zawody jako dobrą zabawę, sprawdzenie siebie, na ile podniosłem swoje kwalifikacje od ubiegłego roku, w dodatku - startujący to amatorzy.

   Jeśli miałbyś porównać dotychczasowe zimowe olimpiady, co trzeba byłoby powiedzieć?

   Obserwujemy ciągły postęp i rosnące zainteresowanie, chociaż ciągle jeszcze uważam, że nie docieramy do wszystkich zainteresowanych. Występuje małe zainteresowanie sąsiednich parafii. Do plusów należy zaliczyć udział po raz pierwszy w roku 1997 zawodników z bratniego Kościoła z Czech.
Dla porównania: I Olimpiada - cztery grupy wiekowe, ok. 150 osób
            II Olimpiada - pięć grup wiekowych, ok. 200 osób
            III Olimpiada - sześć grup wiekowych, ponad 200 osób

   Jaka będzie obecna czwarta zimowa olimpiada?

   Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom, w tym roku przybędzie nowa konkurencja, popularny snowboard. Oprócz tego zmieniliśmy miejsce rozgrywania slalomu, przenosząc go w tym roku na Stożek. Biegi odbędą się tradycyjnie na trasach Kubalonki. Kolejna zmiana, to aż osiem kategorii wiekowych.

   Mówią o Tobie: Ksiądz-Sportowiec. Jesteś wiernym kibicem, zawsze na bieżąco w tematyce sportowej. Co roku startujesz w barwach Wisły-Jawornika, jako zawodnik w letnich olimpiadach i turniejach. Proszę, w kilku zdaniach, powiedzieć coś o sobie.

   Sportem interesowałem się już od dziecka, tak jak każdy grałem w piłkę, z czasem zacząłem grac w tenisa stołowego, byłem nawet w reprezentacji szkoły. Największy mój sukces, to udział w międzynarodowych zawodach w Bułgarii, gdzie odpadłem w drugiej rundzie. Ostatnio na turnieju w Jastrzębiu w grupie oldbojów zająłem drugie miejsce, przegrywając z dawnym zawodnikiem, a obecnie trenerem. Kiedy po Olimpiadzie w Skoczowie w prasie przeczytałem, że najstarszym zawodnikiem był ks. Zdzisław, pomyślałem - czas skończyć, coraz częściej młodzi nie dają mi szans. Dla mnie jest to jednak odskocznia, czas relaksu i odprężenia, przede wszystkim jednak możliwość nawiązania kontaktu z młodzieżą. Dlatego też byłem w grupie założycieli Luterańskiej Organizacji Sportowej.

   Wybiegając w przyszłość: czy jubileuszowa V Zimowa Olimpiada przeprowadzona, będzie także w Wiśle-Jaworniku? Jest to z jednej strony duże obciążenie, z drugiej zaś korzystne bazowanie na wcześniejszych doświadczeniach.

   Myślę, że tak - chociaż nie jest łatwo każdego roku podejmować to samo wyzwanie. Gdzie poza Beskidami można naszą Olimpiadę przeprowadzić? Potrzebni są przecież ludzie; którzy nie tylko pomogą, ale są specjalistami w organizowaniu takich imprez. W tym roku pałeczkę przejęli młodzi zapaleńcy, którzy chcą, aby nasze dzieci i młodzież, mogli się spotykać na stokach narciarskich. Jesteśmy przecież ograniczeni rozmieszczeniem naszych parafii i ich wielkością. Aby Olimpiadę - zorganizować po bardzo niskich kosztach są potrzebni zapaleńcy -współwyznawcy oraz liczni sponsorzy.
Liczę, że i tym razem nam się powiedzie.

Wisła, 6 stycznia 1998
rozmawiał ks. Roman Pawlas

 
rozmowy, wywiady, wspomnienia...